28 maj 4 czerwiec 2017 Komendant Kręgu w podróży przez Sardynię

SARDYNIA, ZŁOTA RYBKA MARZEŃ

    Na Sardynii przebywałem od 28 maja 2017 roku do 4 czerwca 2017 roku.

   W pierwszym dniu (28 maja 2017) mojej podróży po Sardynii na lotnisko Okęcie odwiózł mnie mój wnuk Mikołaj. Z Warszawy wylatuję o godzinie 5:25, samolot Erbas 320 P78793 pod dowództwem kapitana Artura Butkiewicza po 2 godzinach (7:40) lotu ląduje w Olbii. Temperatura na zewnątrz 18 stopni. Na lotnisku wita nas pilot wycieczki Pani Joanna Szajnoga i samochodem kierowanym przez  Włocha Jaśka Giowani wyruszamy do hotelu Mikalosu. Na pokoje czekamy do godziny 15:00. W tym czasie staram odbywam spacer wokół hotelu.
    W moim 7 dniowym pobycie na Sardynii odwiedzę:
Alghero • Sassari • Pozzo di Santa Cristina • Su Nuraxi • Cagliari • Nora • Orgosolo • Nuoro • Santa Teresa Gallura • San Bonifacio (Korsyka) • La Maddalena • Caprera • Costa Smeralda • Porto Cervo.
    Sardynia - druga co do wielkości włoska wyspa leży w połowie drogi między Europą i Afryką i ma ponad 1800 km niezwykle urozmaiconego wybrzeża. Piaszczyste plaże, urwiste skały, wysepki, a przede wszystkim zadziwiające niepowtarzalnym szmaragdowym kolorem kryształowo czyste morze sprawiły, że Sardynię wybieram na wycieczkę. W programie mojego tu pobytu najpiękniejsze miejsca bajkowej wyspy, pozostałości po cywilizacji nuorskiej – intrygujące megality w kształcie ściętego stożka, kolorowe Alghero i tętniące życiem Cagliari.  Przepiękne krajobrazy gór Gennargentu i wizyta w miasteczku bandytów
Orgosolo a także w ciekawym muzeum folkloru w Nuoro. Fantastyczna wycieczka na Korsykę i bajkową La Maddalenę.

W JASKINI NEPTUNA NIEDALEKO ALGHERO

    W drugim dniu (29 maja 2017) mojej podróży po Sardynii po 30 minutach jazdy z Sassari docieramy o 10:30 do kościoła Santa Trinita di Saccargia w Codrongianos. Kościółek jest przeuroczy, stojący sobie samotnie pośrodku sardyńskiego krajobrazu z wysoką, charakterystyczną z dala widoczną wieżą.
    Kościół pochodzi z XII wieku i był częścią opactwa kamedułów. Jest zbudowany w stylu romańskim toskańskim, a ściślej - pizańskim w charakterystyczne czarno-białe pasy, w tym przypadku z czarnego bazaltu i białego wapienia. W środku zachwycają freski w absydzie - jedyne w całości zachowane na Sardynii freski romańskie. Nasza pilot Pani Joanna szczegółowo opowiada o dziejach kościoła. Obecnie kościół jest tylko zabytkiem odwiedzanym przez turystów.
    W niedalekiej odległości od kościoła zauważyłem trzy psy, które na spalonej słońcem sardyńskiej ziemi podejrzanie spoglądały na nas.
   Słońce przygrzewa mocno. Termometr wskazuje 27 stopni. Wsiadamy do naszego klimatyzowanego samochodu i zdążamy do Alghero oddalonego o 50 km. Pani Joanna opowiada o przyrodzie Sardynii, zwyczajach, miejscach przez które przejeżdżany. Ja obserwuję krajobrazy Sardynii. Palmy, drzewa korkowe, ciągnące się niskopienne krzewy o czasami bardzo intensywnym w kolorze kwiatów, oddalone pagórki a właściwie skalne ściany na których widać różne krzewy i niskopienne drzewa. W Sardynii rosną drzewka granatu, kaki - podobno jedno z najstarszych drzew owocowych udomowionych przez człowieka. Opuncje figowe - jest ich bardzo dużo w przydrożnych rowach, chruścina jagodna - z kwiatów chruściny pracowite pszczółki robią pyszny miód gorzki - miele amaro lub miele di corbezzolo - bardzo zdrowy (astma!) kasztany jadalne.
    Zwiedzamy Algero (nazwa miasta pochodzi od glonów morskich alg). Malownicze miasteczko położone nad brzegiem Morza Śródziemnego, na zachodnim wybrzeżu Sardynii. Pierwsze wrażenia są niesamowite. Architektura 40 tysięcznego miasta powala na kolana każdego konesera piękna. Zachwyciła ona mnie, ponieważ odnalazłem w niej duży wpływ kultury hiszpańskiej. Jak się okazuje od połowy XIV wieku była to własność Hiszpanów, którzy wysiedlili miejscową ludność w głąb wyspy. Ciekawostką jest motyw tych działań, a mianowicie w 1372 roku odkrycie spisku mieszkańców przeciw królowi.
    Siatka ulic Alghero zbudowana jest na wzór katalońskich miast, liczne kościoły, budynki i place w dużym stopniu przypominają te z hiszpańskiej Katalonii. Nic dziwnego, gdyż Alghero nazywane jest Barcelonettą czyli małą Barceloną. Nie mogłem trafić lepiej, harmonijne połączenie smacznych Włoch z temperamentem Hiszpanii.
    Z portu Alghero dość szybko statkiem wycieczkowym Neptunus I płyniemy do groty, która znajduje się na półwyspie Capo Cacia i właściwie jest oddalona od Alghero przeszło 20 km. Jaskinia jak przystało na królestwo Neptuna odznacza się przepychem i wspaniałością komnat o ścianach ze złocistym połyskiem. Szata naciekowa doprawdy zachwyca. Grota ma wiele kilometrów, tylko jej niewielki fragment jest przeznaczony do zwiedzania, a odkryli ją tutejsi rybacy w XVIII wieku. Idziemy około 30-40 minut, słyszymy komentarz po włosku, po angielsku i po polsku.
Jaskinia jest jedną z największych atrakcji turystycznych Sardynii. Wejście do jaskini ma 8 m wysokości oraz 20 m długości i znajduje się 1 m n.p.m. przez co od strony morza jaskinia dostępna jest tylko przy dobrej pogodzie. Wewnątrz jaskini znajduje się płytkie (na początku głębokość jeziora sięga nawet do 8-9 m) słone jezioro o długości 120 m i maksymalnej szerokości 25 m o nazwie La Marmora. Jezioro zostało utworzone w wyniku przedostawania się syfonem wody morskiej do wnętrza jaskini, jezioro jest niedostępne dla odwiedzających. Ścieżka turystyczna ma około 580 m.
    Jaskinia przyciąga różnorodnością nacieków jaskiniowych w tym takich jak stalaktyty, stalagmity czy misy martwicowe.
Do jaskini można się dostać na dwa sposoby, schodami z 656 stopniami nazwanymi Escala del Cabirol, które powstały w 1954 i wiodą ze szczytu Capo Caccia lub drogą morską.
    Jaskinia dopiero w 1954 dzięki budowie schodów i zamontowaniu oświetlenia stała się ogólnie dostępna dla speleologów i turystów.
    Do hotelu Pegasus w Sassari docieramy o 18:00.

 

"KTO WIE COŚ NA TEMAT NURAGÓW? CISZA."

    W trzecim dniu (30 maja 2017) mojej podróży po Sardynii pod hotelem Il Vialetto Pegasus pakujemy walizki do autokaru i wyruszamy na zwiedzanie Sassari. Drugie co do wielkości miasto Sardynii, znane z produkcji wina i oliwek. Miasto powstało w X w. pod panowaniem Pizy (wolne miasto), od 1284 – Genui, od 1323 – Aragonów, od 1441 siedziba arcybiskupstwa, od 1718 w Królestwie Sardynii. Od 1861 w granicach zjednoczonych Włoch.Spacerkiem docieramy do Piazza Universita przed fronton Uniwersytetu w Sassar. Założony w 1562 roku, początkowo jako kolegium jezuickie. 9 lutego 1617, król Filip III Habsburg nadał status uniwersytetu królewskiego. Wówczas były tu wydziały Filozofii i Sztuki, Teologii, Prawa oraz Medycyny. Po roku 1930 włączony do sieci akademickiej zjednoczonych Włoch. W 1934 roku zostały powołane wydziały Farmacji oraz Weterynarii, a w 1950 - Rolnictwa. Kolejne wydziały Nauk Politycznych, Języków Obcych oraz Ekonomii powstały w 1970 roku, a Architektury w 2002 roku.Wąskimi uliczkami starego miasta obok sklepów z ciekawą biżuterią dochodzimy fasada katedry św. Mikołaja. Kościół istniał w tym miejscu już w XII wieku. W XIII wieku świątynia została przebudowana w stylu romańskim. Do roku 1278 była to jedyna parafia w Sassari, później pojawiły się w mieście również inne parafie. W związku z przeniesieniem siedziby diecezji z Porto Torres do Sassari w roku 1441, w latach 1435-1518 kościół został przebudowany w stylu gotyckim. Na zewnątrz są rzygacze, niektóre w postaci gargulców. Wstępujemy także do kościoła. Przez plac Duomo, Via S. Caterina, Corso Vitt. Emanuele II, Via Sebastiano Satta docieramy do Piazza Domenico A. Azuni. Niedaleko Baru Caffeteria ozdobionym portretem Galibardiego pijemy kawę i smakujemy bardzo dobre lody.
    Największym bezsprzecznie wydarzeniem w Sassari jest Cavalcata Sarda - parada jeźdźców konnych w tradycyjnych strojach.
W 1899 ówczesny popularny tygodnik włoski "Domenica del Corriere" o tej ziemi tak pisał: "Ziemia bandytów, mimo obecności uniwersytetu”.
    Wyruszamy z Sassari drogami 183 SS, 131 do Santa Crystina. Nasza pilotka Joanna bardzo szczegółowo zapoznaje nas z kulturą Nuragów i opowiada o pozostawionych tu kamiennych budowlach. Swój wykład poprzedza pytaniem. Kto wie coś na temat Nuragów? Cisza. Budowle pozostawione przez lud, o którym wiemy bardzo mało. Na całej wyspie w okresie od około 2000 lat p.n.e. temu do mniej więcej 800–700 roku p.n.e., zamieszkiwał Sardynię i budował niesamowite obiekty. Perfekcja w zaplanowaniu skomplikowanych niekiedy kompleksów (mieszkalnych, religijnych, obronnych) zadziwia i budzi dla ich twórców szacunek i podziw. Mam wrażenia stąpając po wykopaliskach, że twórcy tych cudów przybyli z kosmosu? Niewiarygodnie wręcz duża liczba zbadanych miejsc po Nuragach – około 8000 tysięcy! Doskonale spasowane kamienne obrzeża w kultowej studni w Santa Cristina.
    W sklepie zakupujemy pamiątki i wyruszamy dalej. Po drodze mijamy pola, na których zasadzony jest ryż. Pola jeszcze pełne wody.
Wjeżdżamy do Barumini, którego „ozdobą” jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO – kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. „Su Nuraxi” znaczy po prostu „nurag” w jednej z odmian języka sardyńskiego.
    Dróżkami kamienistymi i niewygodnymi schodami wędrujemy po nuragu. Kompleks składa się z centralnej wieży (oryginalnie ponad 18 m wysokości, dziś 14 m), otoczonej później przez cztery inne oraz ruin wioski, która otaczała ten obronny bastion. Wieża główna datowane są na XVII w. p.n.e., cztery wieże ją otaczające budowane były do XIII w. p.n.e., natomiast wioska powstała później i zamieszkana była od XIII do VI w. p.n.e. Prawdopodobnie w VI w. p.n.e. cały kompleks został najechany i zniszczony przez Kartagińczyków, w wyniku czego został opuszczony przez mieszkańców.
    O 18:30 docieramy do hotelu Funtana Noa. Jest tu wi-fi. Wysyłam informację o moim to pobycie.

 

FLAMINGI Z CAGLIARI STOLICY SARDYNII


   W czwartym dniu (31 maja 2017) mojej podróży po Sardynii w godzinach przedpołudniowych wyruszamy z gościnnego hotelu Fontana Noa znajdującego się w Villannovafforre. Po około 60 kilometrach docieramy do portu w Cagliari - stolicy Sardynii. W tym ponad 150-tysięcznym mieście na południu wyspy naprzeciwko a zarazem równolegle do plaży Poetto, najładniejszej plaży południowej Sardynii rozciągającej się na 8 km długości, napawałem wzrok pięknymi flamingami. Nie trzeba jechać aż nad jezioro Nakuru w Kenii, by na własne oczy zobaczyć flamingi, które żyją tu w stawach Molentargius. "Sa genti arrubia" (czerwonych ludzi), jak nazywają te piękne ptaki Sardyńczycy.
Cagliari zostało założone w VIII w. p.n.e. przez Fenicjan, a później rozbudowane przez Kartagińczyków. Główna dzielnica Castello - zbudowana na wzgórzu - to serce Cagliari.
    Zwiedzamy miasto, m.in.: port, bazylikę Naszej Dobrej Pani – di Nostra Signora di Bonaria. Zbudowano ją na jednym z siedmiu calgariańskich wzgórz. Sanktuarium w stylu gotyku katalońskiego wzniesione przez Aragończyków w 1326 roku. Podobno podczas wielkiej burzy morskiej w roku 1370 jednemu z hiszpańskich statków groziło zatonięcie, zdecydowano się więc wyrzucić za burtę drewnianą kasę. Odnaleźli ją na brzegu mnisi, przenieśli do świątyni i po otworzeniu znaleźli wewnątrz drewnianą figurę Madonny. Od tej pory, jako NMP Bonaria, jest patronką żeglarzy i obiektem kultu.
    Docieramy także do Katedry Santa Maria, znajduje się w historycznym centrum miasta przy Piazza Palazzo, w pobliżu najpiękniejszych pałaców Cagliari. Katedra jest z od XII wieku a fasadą w stylu pizańskim z roku1930. Zachwyca swą jasnością, przestronnością i świetlistością. Ciekawa jest kaplica pizańska z XV-wiecznym nagrobkiem, oraz kaplica św. Ciernia ze srebrnym ołtarzykiem w kształcie świątyni. Pod prezbiterium znajduje się krypta 179 męczenników, gdzie w ścianach zamurowano nisze ze szczątkami. Duże wrażenie robi tam kolebkowy sufit, którego pokrywają 584 kamienne rozety.
    Bastionu Saint Remy, jednej z najważniejszych fortyfikacji Cagliari. Bastion pochodzący z przełomu XIX i XX w., symboli miasta i znajduje się w samym sercu Cagliari. Potężna budowla z białego i żółtego wapienia, ozdobiona korynckimi kolumnami, z tarasami, szerokimi schodami i imponującym łukiem triumfalnym. Bastion nie miał wiele wspólnego z obronnością. Z najwyższego tarasu Umberto I podziwiamy wspaniały widok na miasto i port.
    Po posiłku autokarem z portu Cagliari wyruszmy do Nory. Ja siedząc na ławeczce portowej obserwuję biegające po rozgrzanym asfalcie gołębie, które szukają południowego posiłku.

MEWY Z NORA NA SARDYNII


    W czwartym dniu (31 maja 2017) mojej podróży po Sardynii o 16:00 spotkałem na mniej więcej 40 km na południe od Cagliari, za miasteczkiem Pula mewy, które spacerowały na ruinach starożytnej Nory, uznawanej za najstarsze miasto na całej wyspie.
    Nora została założona przez Fenicjan, po nich zamieszkali tu Kartagińczycy, a następnie Rzymianie. W III w. n.e., prawdopodobnie z powodu panującej zarazy, miasto zostało opuszczone. Dziś duża część Nory zalana jest wodą. Wśród rozmieszczonych na lądzie pozostałości oglądać można ruiny domów, kartagińskich magazynów, świątyni, łaźni z dobrze zachowanymi fragmentami mozaik oraz teatr. Mimo że po pozostałych budowlach zostały tylko gruzy, całość prezentuje się niezwykle imponująco.

ORGOSOLO MIASTO BANDYTÓW

(W CZASIE NIEDOKONANYM).

MURALE

 

W piątym dniu (1 czerwca 2017) mojej podróży po Sardynii po śniadaniu, wykwaterowaniu jedziemy przez tereny tajemniczej i górzystej Barbagii do Orgosolo. Krajobraz za oknem autokaru prezentuje się wyśmienicie.

Pytam Panią Pilot – mówiła Pani, że na Sardynii jest więcej owiec i baranów niż ludzi, jestem tu już czwarty dzień i nie widziałem  ani barana ani owcy? Po prostu ze względu na wysokie temperatury zwierzęta teraz pozostają w pomieszczeniach, odpowiada Pani Joanna. I w tym momencie widzę za oknem autokaru górala ubranego na czarno prowadzącego swoje stado.

Cyceron określał tutejszych mieszkańców mianem barbarzyńców. W XIX i XX wieku w miasteczku trwała niehonorowa i krwawa bitwa między zwaśnionymi rodzinami.  Dziś na miejskich murach zamiast dziur po kulach widzimy jednak kolorowe murale. Orgosolo to jedna z najbardziej niezwykłych miejscowości Włoch. Później rozgorzała tu prawdziwa wojna, w której zabójstwa i pobicia były na porządku dziennym. Coraz częściej ofiarami padali także przypadkowi mieszkańcy, którzy nie chcieli być po żadnej stronie konfliktu. Po II wojnie liczba zabójstwa wzrosła do ponad 30 rocznie. Wtedy do Orgosolo wkroczyła regularna armia współpracująca z lokalną ludnością i wyłapywała bandytów z kryjówek. Choć liczba zabójstw drastycznie zmalała, to zaczęło dochodzić do masowych porwań. Najsłynniejszym bandytą włoskiej miejscowości jest Graziano Mesina. Mężczyzna - dziś mający 74 lata - ponad pół żywota spędził w więzieniach (obecnie odsiaduje wyrok dożywotniego więzienia). Ostatnie głośne zabójstwo w miejscowości miało miejsce w 2007 roku, gdy zastrzelono miejscowego poetę, Pepinno Marotto. Wielu z najbardziej znanych bandytów żyje do dziś, jednak są już oni na emeryturze lub przenieśli swoją "działalność" do turystyki (odważni turyści są przez nich oprowadzają po niedostępnych i mało znanych górach). Szkoda, że nie ma wyznaczonych szlaków na wędrówkę pieszą, bo góry z pięknymi widokami godne są podziwiana. Pytam się Pani Joanny,  – czy są tu w Orgosolo bandyci? Odpowiada, że nie ma i dodaje, ale mówię to panu w czasie niedokonanym.

Orgosolo jest obecnie miastem murali. Owe  malowidła zaczęły tu powstawać, dzięki nauczycielowi sztuki, Francesco del Casino, który namówił swoich studentów do tworzenia na ulicy. Dziś stały się wizytówką regionu. Przy głównych ulicach Via Di Vittorio, Vija Mercato, w zaułkach i w zakamarkach Orgosolo pięknie prezentują się oświetlane silnie operującym słońcem. Fantastyczne obrazy opowiadające o wszystkich meandrach życia ludzkiego. Słońce je dodatkowo koloruje co powoduje, że bardzo sugestywnie oddziaływają na oglądającego.

Między Orgosolo a Nuoro zatrzymujemy się w sosnowym lesie na południowy posiłek przygotowany przez miejscowych górali. Siadamy w kamiennym kręgu leśnej restauracji a gospodarze przynoszą nam: przygotowaną na ruszcie jagnięcinę, wieprzowinę, talarki ziemniaków wraz z wrzawami, przyprawy, miejscowy chleb, sery owcze oraz sardyńskie wino czerwone wytrawne i wodę. Tuż, tuż obok chodzą świnie wraz z warchlakami.  Podchodzą do turystów i oczekują na poczęstunek.

Górale zapraszają na koncert. Głównemu śpiewakowi towarzyszy chór trzech górali. Melodia niesie w brzmieniu echa pasącego się stada owiec. Nie podobna do naszych żwawych melodii karpackich górali. Jakby śpiewana na mało zróżnicowanej linii melodycznej. Brzmi interesująco. Śpiewają jeszcze jedną piosenkę do tańca. Jeden z górali zaprasza turystkę i w otwartej parze trzymając się jedną ręką przesuwają się rytmicznie raz w lewo a potem w prawo. Wygląda to bardzo ładnie. Nagrałem taniec i piosenkę na krótkich filmikach.

Żegnamy gościnnych górali i jedziemy do w Nugoro po sardyńsku, a Nuoro po włosku, jedno z ważniejszych miast na Sardynii położone w samym sercu wyspy wysoko w górach u stóp góry Monte Ortobene. Nazywane Atenami Sardynii, ponieważ na początku XX w. było kolebką kultury, tradycji. Urodziło się lub przewinęło tutaj wielu pisarzy, malarzy, intelektualistów. Jest to jedno z najbardziej autentycznych sardyńskich miast, gdzie nie dotarły wpływy kolejnych kolonizatorów. Miasto góruje nad okolicą, a z jego punktów panoramicznych  super widoki na okoliczne wioski, śnieżnobiałe góry Supramonte, miejsce, gdzie ukrywali się wyjęci spod prawa bandyci.

Zwiedzamy w Nuoro muzeum etnograficznego z najbogatszym na Sardynii zbiorem strojów ludowych, biżuterii oraz jedynych w swoim rodzaju masek i strojów karnawałowych.

Przejazd do hotelu Mikalosu, zakwaterowanie, kolacja, nocleg.

 

U NAPOLEONA NA KORSYCE W SAN BONIFACIO

 

W szóstym dniu (2 czerwca 2017) mojej podróży po Sardynii płyniemy na Korsykę.  Wcześniej przejazd do Santa Teresa di Gallura, miejscowości turystycznej z portem.
         Przeprawa promowa do San Bonifacio na Korsyce. Zwiedzanie przepięknie położonego na klifie średniowiecznego miasta fortecy, otoczonego murem obronnym, z krętymi, wąskimi uliczkami. Czas wolny. Powrót na Sardynię. Powrót do hotelu, kolacja, nocleg.

Korsykanie nie czują się Francuzami mimo, że wydali na świat najsłynniejszego Francuza – Napoleona Buonaparte, który jak mówi Pani Joanna miał tu nie ciekawą  przygodę w młodości, a miejscowi uratowali mu życie i twierdzą, że dzięki temu zdarzaniu są bardzo dumni, bo uratowali przyszłego cesarza. Niewiele tutaj śladów kultu najsłynniejszego Korsykanina - Napoleona Bonaparte.

 Z sardyńskiej Santa Teresa di Gallura do korsykańskiego Bonifacio płyniemy krótko. Po wejściu na prom spoglądamy na malowniczy port i na beżowo – zielone sardyńskie wybrzeże, szafirowo – szmaragdowe wody zatoki. Płyniemy w towarzystwie mew i innych statków, by dotrzeć do lśniących w słońcu oślepiającą bielą pionowych klifów Korsyki.

Wysyłam ze statku esemesem pozdrowienia. Andrzej z Poznania odpisuje natychmiast i prosi bym pokłonił się duchom Napoleona, co zrobię z wielką radością.

    Statek manewruje powoli, wpływając do długiej, wąskiej zatoki Bonifacio.   Pojawiają się potężne mury twierdzy nad skałami na skraju klifu. Niedaleko - śliczna zatoczka z czerwoną latarnią morską. Twierdza majestatycznie spogląda na nas a za chwilę odsłania się wspaniały widok na port i kolorowe zatopione w ostro operującym dziś słońcu miasto Bonifacio. Niezapomniany widok!

Po przejściu wśród kawiarenek, restauracji i sklepików, które prawie dotykają obrzeży portu jedziemy kolejką na górę w kierunku Starego Miasta. W mijanych ogródkach serwowane są owoce morza, ryby a w szczególności langusta. Mamy tu też  czas na zjedzenie lodów. Z naszej kolejki spoglądamy w dół na przepiękne turkusowo – błękitno - szafirowe morza i fantastycznie podcięte klify i na domki - sprawiają wrażenie, jakby zaraz miały runąć do morza. Po starym mieście odbywamy spacer a Pani Joanna opowiada, opowiada, opowiada. Mury postawili w XII wieku Genueńczycy, aby zapanować nad miejscową ludnością, którą wygoniono z miasta. Przy murach obronnych został zbudowany malutki kościółek św. Rocha (wstępujemy do środka), który służył wypędzonym rybakom. Uczczono w nim również ofiary zarazy, na którą w średniowieczu umarło w mieście ponad 2 tysięcy a pozostało zaledwie 700 mieszkańców. Wychodzimy ze  Starego Miasta przez bramę, będącą do XIX wieku jedynym przejściem za mury. Dawne miasto genueńskie, zabudowane z przylegającymi do siebie wysokimi kamienicami połączonymi łukami, przerzuconymi nad wąskimi uliczkami, pełniło funkcję twierdzy. Każdy dom stanowił osobną fortecę – na wysokie piętro mieszkalne prowadziły wąskie, strome schody i drabina, dzięki czemu łatwo można się było bronić. W każdym domu była też cysterna z wodą. Pod kościołem również zbudowano cysternę na wodę i spichlerze na wypadek oblężenia. Wstępujemy do kościół św. Marie Majeure zbudowego przez Pizańczyków w XII wieku, a później przebudowanego przez Genueńczyków, posiada relikwie św. Bonifacego oraz rzymski sarkofag. Niedaleko mieści się malutki kościółek Jana Chrzciciela oraz kościół św. Dominika z gotycką wieżą, zbudowany przez templariuszy w XIII w. Za miastem wchodzimy na teren wojskowy, gdzie jeszcze niedawno kwaterowała Legia Cudzoziemska. Obecnie wojskowe koszary są opuszczone i sprawiają smutne wrażenie  i niedaleko cmentarz z czasów napoleońskich.

Ja jeszcze do czasu powrotu schodzę z górnego miasta i sceruję po porcie przyglądając się pięknym jachtom i życiu w porcie. O 16:30 wchodzimy na prom i płyniemy na Sardynię. Wiatrów w zatoce dziś nie ma.  Są bardzo uciążliwe podobne do naszego halnego ale potężniejsze.

NIE BYŁEM NA PIĘKNEJ WYSEPCE LA MADDALENA

W sobotę (30.06) wycieczka ze względy na małą ilość chętnych na La Maddalenę nie doszła do skutku. Szkoda.
             Ja odwiedziłem pobliskie miasteczko. Troszkę na plaży. Zrobiłem zakupy w miejscowych sklepach i wróciłem do hotelu. Wieczorem oglądałem mecz w piłkę nożną. Włosi przegrali z Hiszpanami.
             W następnym dniu wylot z Olbia i o godzinie 12:15do Warszawy.

             Jestem z wycieczki zadowolony. W pierwszym dniu po przyjeździe do hotelu Nicolaus w Cannigione od 9:00 czekałem do 14:00 na pokój. Zbyt długo. Hotel Nicolaus  jest pięknie położony. Najbliższe miasteczko oddalone o 2 km.
             Wycieczka bardzo atrakcyjna.
             Pani Przewodnik Joanna bardzo dobrze przygotowana pod względem merytorycznym. Swą bardzo dużą znajomość o Sardyni, regionie i Italii umiała wyśmienicie przekazać.  Wzbogaciłem znacznie wiedzę o Sardynii, jej historii, wykonałem dużo zdjęć - wspaniałych widoków a także zdjęć zwiedzanych zabytków. Jedzenie średnie ale wystarczające.  Poznałem zwyczaje, tradycje i klimaty regionu. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Dziękuję kierownictwu ITAKI za wycieczkę. Najlepsza ocena należy się pilotce Pani Joannie - kultura osobista, wiedza i urok - zasługują na szóstkę! Wycieczka warta polecenia.

 

Dodatkowe informacje